Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej. 73% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy CFD. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.
Wskazówki

Strategia kupowania dołków. Czym jest i jak ją stosować?

Nazwa tytułowej metody najczęściej funkcjonuje w angielskiej wersji językowej, jako "buy the dip". W najprostszym ujęciu jest to strategia otwierania pozycji długich na spadkowym rynku, zakładająca, że zniżka ma charakter przejścowy i dojdzie do wzrostowego odbicia. W tym artykule tłumaczymy różne odmiany tej strategii i sposoby wykorzystania jej w praktyce.

Spadek ceny, jak rabat w markecie


Rynkowe „buy the dip” można rozumieć, jako odpowiednik sklepowych „black Friday”. Chodzi bowiem o to, że w tytułowej koncepcji inwestorzy traktują spadające notowania, jak swoistą promocją cenową. Oto w danym momencie można nabyć jakiś walor po znacznie niższym kursie. Promocja promocji jednak nierówna, więc należy pamiętać, że strategiczne dołki to te, które nie są powodowane przez czynniki fundamentalne związane z danym aktywem, ale przez ogólne nastroje rynkowe czy też chwilowe przereagowanie, mające bardziej psychologiczne niż ekonomiczne podłoże. W prawdziwej promocji chodzi bowiem o to, by nabyć ten sam, niewybrakowany towar, po atrakcyjniejszej cenie. Przykładowo – jeśli ceny akcji danej spółki spadają w ślad za ogólnorynkowym schłodzeniem nastrojów, a od strony biznesowej nic się w spółce nie zmieniło (brak negatywnych komunikatów czy raportów okresowych), to można zakładać, że obniżona wycena walorów nie ma związku z fundamentami, więc – parafrazując powiedzenie znanego inwestora – płacimy niższą cenę, a dostajemy wyższą wartość.
Warto pamiętać, że „dip” nie ma stałej wartości. Dla day-tradera może to być cofnięcie o 1% od ostatniego maksimum. Z kolei inwestor długoterminowy za promocję może uznać dopiero zniżkę o 20% Strategia „kupowania dołków” nie ma więc ściśle określonych parametrów dotyczących skali przeceny. Zależą one zarówno od indywidualnego podejścia do rynku, jak również od charakterystyki rynku, na którym zamierzamy ją stosować (np. im wyższa zmienność kursu, tym wyżej ustawiona „granica” promocji). Niektórzy inwestorzy uważają, że im bardziej cena spadła, tym większy jest jej potencjał wzrostowy. Na pierwszy rzut oka wydaje się to słuszną konkluzją, jednak po dłuższym zastanowieniu ma ona niejedno „ale”. Nigdy nie wiemy przecież, czy spadek nie przerodzi się w bessę, czy nie stoją za nim ukryte, długotrwałe czynniki podażowe, etc. Koniec końców, któraś z kolei korekta trendu wzrostowego musi okazać się tą finalną. Dlatego w podejściu „buy the dip”, podobnie jak w każdym innym, kluczowe jest zarządzanie ryzykiem.


Jak to racjonalnie wytłumaczyć?


W ostatnich latach omawiana tu strategia stała się bardzo popularna. Wszystko za sprawą najdłuższej w historii hossy na Wall Street. Od 2009 r. S&P500 poruszał się w książkowym trendzie wzrostowym, a większość korekt nie przekraczała głębokości 15-20%, stanowiąc tym samym powtarzalną okazją do odkupienia aktywów ze swoistym „rabatem”. Inwestorzy przyzwyczaili się więc do schematu, w którym krótkoterminowe schłodzenie notowań stanowi okazję do odkupienia/dokupienia walorów i oczekiwania na kolejne szczyty długoterminowego trendu wzrostowego. Oczywiście taka powtarzalność ma swoje wyjaśnienie. Wspomnianą historyczną hossę napędzało bowiem co najmniej kilka istotnych czynników, które zdecydowanie sprzyjały podejściu „buy the dip”. Jakie to czynniki?
Po pierwsze – silna stymulacja ze strony banków centralnych, w postaci m. in. niskich stóp procentowych i luzowania ilościowego. Programy typu Quantitative Easing to nic innego jak zwiększanie globalnej, finansowej płynności. A im więcej pieniędzy w obiegu, tym większy ich przepływ na rynki kapitałowe. Ten przepływ nie jest równomierny i należy pamiętać, że rynkowe mody ulegają zmianie. W obrębie akcji może to być raz dominacja spółek typy „value”, a innym razem tych spod znaku „growth”. Ponadto globalna nadpłynność w pewnym stopniu wpływała na hossę bitcoina, a także, przynajmniej w niektórych regionach świata, na galopujące ceny mieszkań. Skala luźnej polityki monetarnej po 2009 r. była bezprecedensowa, stąd też historycznie długie były wspomniane trendy wzrostowe i historycznie szeroki był wahlarz obejmowanych przez nie rynków.
Po drugie – silna stymulacja ze strony rządów. Mowa tutaj o fiskalnym wsparciu sektora przedsiębiorstw. Nie było ono oczywiście jednakowe w każdej części świata i nie trwało jednakowo długo. Jest tu bowiem ścisła zależność polityczna. Przykładowo – Donald Trump był pro-biznesowym prezydentem, stąd niejedn jego podatkowy ukłon w stronę przedsiębiorców. Największa jednak skala fiskalne wsparcia ujawniła się podczas pandemii covid19. Pakiety i programy bezpośredniego wsparcia finansowego, a takż różnego rodzaju tarcze antycovidowe zostały wprowadzone nie tylko w USA czy UE, ale także w Polsce. W tym kontekście nie dziwi fakt, że po załamaniu giełdowym z marca 2020 r. rynki akcji szybko wróciły na ścieżkę hossy, a owe załamanie zostało potraktowane jako właśnie „buy the dip”.
I w końcu trzeci powód o charakterze bardziej statystycznym niż ekonomicznym, to rynkowa tendencja powrotu do średniej. Ceny akcji i innych aktywów nie poruszają się wzdłuż linii prostej. Wykazują okresowe fluktuacje, które w szerszym horyzoncie czasowym mają tendencję powrotu do mniej lub bardziej regularnej linii trendu. Jest to wprost związane z aspektem psychologii tłumu – okresy hurraoptymizymu poprzedzają schłodzenie nastrojów, a okresu nadmiernego pesymizmu to przedsionek do poprawy sentymentu. Mówiąc inaczej – rynki poruszają się od niedowartościowania do przewartościowania. W podejściu „buy the dip” chodzi o to, by wejść w tej pierwszej fazie, a wyjść w drugiej. Narzędzi do identyfikacji owych faz nie brakuje, od wskaźników zmienności, przez klasyczne miary odchylenia standardowego, aż po wstęgi Bollingera i oscylatory (np. MACD, RSI).

Czy to podejście jest skuteczne?


Jak wspominaliśmy wyżej, strategia kupowania dołków nie ma jednego, sztywnego zestawu parametrów, który można zapisać w formie algorytmu, a następnie przetestować na danych historycznych. W tym kontekście nie ma jednoznacznej odpowiedzi na postawione wyżej pytanie. Każdy inwestor ma inne podejście do tej strategii, stąd też skuteczność zależeć będzie od indywidualnych kwestii. Jedni wchodzą na rynek „all in”, gdy korekta osiągnie odpowiednio dużą głębokość, a inni wchodzą na rynek parcjalnie, dokupując akcje wraz ze stopniowym chłodzeniem nastrojów. Jedni ustawiają stop loss blisko ostatniego dołka, a inni dopuszczają większy margines straty. I w końcu różne jest też podejście do realizacji zysków – można wychodzić z rynku, gdy cena wróci do średniej, a można próbować łapać nowe maksimum trendu. Zmiennych jest jak widać wiele i to od nich będzie zależeć finalny rezultat zastosowanego podejścia. To co łączy wszystkie te składowe to fakt, że gramy tu z trendem, wykorzystując jego chwilowe odchylenia w dół, jako okazje do tańszych zakupów.
W tym miejscu warto wspomnieć o podejściu zwanym „łapaniem spadających noży”. Niektórzy mogą to podejście podciągać pod kategorię „buy the dip”. Oczywiście rynek to nie encyklopedia, ale owe łapanie to jednak podejście zdecydowanie bardziej spekulacyjne, stosowane podczas bardzo silnych momentów wyprzedaży, czasem wręcz panicznych. Ma to więc o wiele mniej wspólnego z oczekiwaniem na powrót do średniej, a więcej z – trzymając się barwnego, giełdowego żargonu – z oczekiwaniem na odbicie zdechłego kota.


Zarządzanie ryzykiem podczas kupowania dołków


Świadomość ryzyka związanego z inwestowaniem na rynkach kapitałowych to podstawa. Bez względu na to, na jakim rynku inwestujemy i jaką strategię stosujemy, należy liczyć się z możliwością poniesienia straty. W tym miejscu odsyłamy do naszego artykułu „13 rodzajów ryzyka, które czyhają na każdego inwestora”, który stanowi dobre wprowadzenie do tematu rynkowych zagrożeń.
Tych ostatnich jest tak dużo, że należy zawsze oswoić się mentalnie ze scenariuszem bankructwa. A żeby było to bankructwo pojedynczej pozycji, a nie całego portfela, należy pamiętać, że na ryzykowne inwestycyje należy przeznaczać kapitał, na którego stratę można sobie pozwolić. Ponadto warto stosować zlecenia stop loss, a od ich poziomu i wielkości posiadanego kapitału zależeć będzie to, jak dużą pozycję zajmiemy na rynku Przykładowo – jeśli inwestujemy w akcje danej spółki, nasz kapitał wynosi 10 000 zł, na pojedynczą transakcję przeznaczamy 5% kapitału, a stop loss umieszczony jest 10 zł od poziomu wejścia, to możemy otworzyć pozycję w 50 akcjach. Jeśli spełni się czarny scenariusz to na każdej akcji stracimy 10 zł, czyli finalnie 500 zł (nie licząc prowizji). Przy takim podejściu musielibyśmy zanotować około 20 stratnych transakcji z rzędu, by nasz portfel zbankrutował.
Zaprezentowany przykład to oczywiście najprostsze podejście do zarządzania ryzykiem. Dokładne kryteria zależą od indywidualnych cech i stosowanej strategii. Będziemy o tym pisać w osobnym artykule. Tymczasem zachęcamy do otwarcia rachunku demo i wypróbowania opisywanych tu metod z wykorzystaniem wirtualnych pieniędzy. Takie podejście „na sucho” to zawsze dobre wprowadzenie. Już na tym etapie można się przekonać, czy rynki kapitałowe to w ogóle odpowiednie dla nas miejsce.

 


CMC Markets świadczy usługi na zasadzie wyłącznie realizacji zleceń (execution only). Prezentowany materiał (niezależnie od tego, czy zawiera jakiekolwiek opinie) ma charakter informacyjny i nie uwzględnia osobistych okoliczności ani celów. Żadna informacja w tym materiale nie jest, ani nie powinna być uważana, za poradę finansową, inwestycyjną lub inną poradę, na której należy polegać przy podejmowaniu decyzji. Żadna z opinii wyrażonych w materiale nie stanowi rekomendacji CMC Markets lub autora materiału, że jakakolwiek inwestycja, instrument, strategia transakcyjna lub inwestycyjna, jest odpowiednia dla konkretnej osoby. Materiał nie został przygotowany zgodnie z wymogami prawnymi zapewniającymi niezależność badań inwestycyjnych. CMC Markets nie podlega żadnym zakazom w zakresie rozpowszechniania tego materiału, jednak nie wykorzystuje zawartych w nim informacji przed jego publikacją.