
Ropa w centrum uwagi. Konsensus nie zakłada już szybkiej ulgi, ale nadal nie wycenia pełnej katastrofy
Rynek ropy zakłada dziś ceny wyżej na dłużej, ale nadal nie wycenia pełnego scenariusza katastroficznego. Kluczowe pozostaje to, jak długo potrwa blokada przepływów przez cieśninę Ormuz i czy negocjacje USA z Iranem mają jeszcze realne znaczenie.
Na koniec kwietnia 2026 r. rynek ropy nadal żyje jednym pytaniem, jak długo potrwa faktyczne zablokowanie przepływów przez cieśninę Ormuz i czy negocjacje USA z Iranem są jeszcze realną ścieżką do odblokowania rynku, czy już tylko politycznym tłem do przeciągającego się kryzysu. Po serii nieudanych rozmów i po kolejnych sygnałach z 22 kwietnia, że impas się utrzymuje, ropa Brent zamknęła dzień w okolicach 101,91 USD za baryłkę. To ważne, bo przy takiej cenie rynek nie wycenia ani szybkiego powrotu do marcowych prognoz sprzed eskalacji, ani jeszcze pełnego scenariusza katastroficznego. Dzisiejszy konsensus wydaje się więc leżeć gdzieś pośrodku, czyli ceny wyżej na dłużej, ale nie na zawsze.
Oficjalne agencje nadal zakładają normalizację później, ale nie teraz
Najbardziej uporządkowany punkt odniesienia daje dziś EIA. W Short-Term Energy Outlook z 7 kwietnia 2026 agencja zakładała, że średnia cena Brent w drugim kwartale wyniesie 115 USD za baryłkę, po czym zacznie schodzić niżej wraz z częściowym wygasaniem zakłóceń i wzrostem podaży poza regionem. Na cały 2026 r. rok EIA widzi średnio około 94 USD dla Brent i około 90 USD dla WTI. To pokazuje, że nawet oficjalny scenariusz bazowy w USA nie opiera się już na szybkim powrocie do poziomów z początku roku. Jednocześnie nie jest to też prognoza trwałego utknięcia cen w rejonie 120-130 USD.
Z kolei IEA w raporcie z 15 kwietnia 2026 przyznała wprost, że jej bazowy scenariusz zakłada regularne dostawy z Bliskiego Wschodu od połowy roku, choć sama agencja zaznacza, że to założenie jest optymistyczne. Jednocześnie obniżyła prognozę wzrostu globalnego popytu na ropę w 2026 r. do zaledwie 80 tys. baryłek dziennie, bo wyższe ceny zaczynają już szkodzić popytowi. To bardzo ważna różnica względem EIA. Amerykańska agencja mocniej pokazuje napięcie podażowe i wysoki poziom cen w najbliższych miesiącach, podczas gdy IEA dużo mocniej akcentuje, że przedłużający się kryzys może zacząć sam niszczyć popyt.
Do tego dochodzi OPEC, która w kwietniowym raporcie nadal utrzymała stosunkowo mocny obraz popytu i podtrzymała prognozę wzrostu światowego zapotrzebowania na ropę w 2026 r. o około 1,4 mln baryłek dziennie. To oznacza, że po stronie największych instytucji nie ma dziś jednego wspólnego obrazu rynku. Najprościej rzecz ujmując, EIA pozostaje bardziej jastrzębia cenowo w krótkim terminie, IEA jest ostrożniejsza przez ryzyko uderzenia w popyt, a OPEC nadal trzyma relatywnie mocne założenia popytowe.
Banki widzą raczej przedział niż jedną liczbę
Podobnie wygląda to po stronie banków. Morgan Stanley pisał 13 kwietnia, że nadal widzi Brent średnio przy 110 USD w drugim kwartale i 100 USD w trzecim kwartale, ale jednocześnie zakłada zejście rynku bliżej 80 USD w 2027 r. To z grubsza wpisuje się w scenariusz "wysoko teraz, niżej później", czyli bardzo podobny do ogólnej logiki EIA.
UBS po załamaniu rozmów podniósł z kolei swoje cele do około 100 USD za baryłkę Brent na koniec czerwca, 95 USD na koniec września i 90 USD na koniec grudnia. To scenariusz mniej napięty niż u Morgan Stanley, ale nadal bardzo daleki od założenia szybkiego powrotu do spokojnego rynku. Zatem nawet bardziej umiarkowane bankowe scenariusze nie wróciły już do poziomów typowych dla początku 2026 r.
Warto też zauważyć, jak szybko zestarzały się bardziej optymistyczne założenia. Goldman Sachs 9 kwietnia obniżył krótkoterminowe prognozy dla Brent i WTI po sygnałach rozejmu i warunkowego odblokowania szlaku. Problem polega na tym, że ten scenariusz bazował na poprawie żeglugi i deeskalacji, która na koniec kwietnia nie została potwierdzona. Dziś te bardziej łagodne założenia wyglądają więc raczej jak krótkie okno ulgi niż rzeczywisty nowy punkt równowagi.
Jaki jest więc realny konsensus na dziś?
Gdyby sprowadzić to do jednego zdania, dzisiejszy konsensus rynku i prognoz można opisać tak, że bazowy scenariusz zakłada, że ropa pozostanie droga przez najbliższe miesiące, ale później zacznie schodzić, o ile przepływy przez Ormuz będą choć częściowo przywracane w drugiej połowie roku. To nie jest już konsensus na Brent po 80 USD w najbliższych tygodniach. To również nie jest jeszcze konsensus na Brent po 150 USD przez resztę roku.
Prawdopodobny przedział bazowy na dziś wydaje się więc mieścić gdzieś między około 95 a 110 USD dla Brent w krótkim terminie, z zejściem bliżej 90 USD dopiero w drugiej połowie roku, jeśli dojdzie do stopniowej normalizacji. Warianty dużo wyższe, w tym 130 USD i więcej, nadal funkcjonują głównie jako scenariusze ryzyka przy długotrwałym i pełnym zamknięciu cieśniny, a nie jako bazowy konsensus największych instytucji. Innymi słowy, rynek wierzy już w dłuższe zakłócenie, ale nie w pełne zerwanie globalnej logistyki na wiele kwartałów.
Co może ten konsensus zmienić?
Jeżeli negocjacje zaczną wreszcie przynosić twarde efekty i wróci choć częściowa żegluga, konsensus może szybko przesunąć się w dół, bliżej łagodniejszych scenariuszy UBS i wcześniejszych założeń Goldmana. Jeżeli jednak maj przyniesie kolejne fiasko rozmów, a fizyczne ograniczenia w cieśninie pozostaną bez wyraźnej poprawy, rynek będzie raczej przesuwał się w stronę bardziej napiętych ścieżek EIA i Morgan Stanley. Na dziś konsensus nie oczekuje już szybkiej ulgi, ale nadal zakłada, że kryzys zostanie w końcu ograniczony, zanim rynek ropy wejdzie w pełny scenariusz katastroficzny.

Powrót sektora przemysłowego i boom w centrach danych.
Texas Instruments pozytywnie zaskoczył inwestorów wynikami za pierwszy kwartał 2026 roku wskazując, że sektor przemysłowy pozostaje silny, to jest to najlepszy dowód na to, że globalna gospodarka realna zaczyna wychodzić z dołka.

