
Największym wrogiem hossy mogą być teraz interwencje Bessenta
Interwencje sekretarza skarbu USA pchają rentowności obligacji wyżej, drastycznie podnosząc koszty finansowania spółek.
Próby bezpośredniego zarządzania rynkiem przez Departament Skarbu USA oraz skoordynowane działania walutowe stają się poważnym wyzwaniem dla trwającej od prawie czterech lat hossy na giełdzie. Interwencje rynkowe, których celem miało być zatrzymanie wzrostu rentowności długoterminowych obligacji skarbowych w USA oraz powstrzymanie wyprzedaży jena, przyniosły efekt uboczny w postaci niebezpiecznej kombinacji: jednoczesnego umocnienia japońskiej waluty i dalszego wzrostu rentowności amerykańskiego długu. Reakcja inwestorów na zapowiedź gigantycznego programu wykupu długu przez Sekretarza Skarbu Scotta Bessenta okazała się chłodna — rentowność 10-letnich obligacji USA zbliża się do krytycznej granicy 5%, co drastycznie podnosi koszty finansowania dla przedsiębiorstw finansujących m.in. budowę infrastruktury sztucznej inteligencji.
Źródło: opracowanie własne, stan na dzień 15.09.2026.
Równolegle silniejszy jen uderza w popularny mechanizm carry trade, w ramach którego fundusze pożyczały taniego jena, by lokować kapitał w amerykańskim sektorze technologicznym. Połączenie droższego długu w USA i konieczności zamykania pozycji walutowych w Japonii stanowi największe bezpośrednie zagrożenie dla kontynuacji wzrostów na Wall Street. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że banki centralne i zagraniczni inwestorzy, w tym podmioty z Japonii i Europy, redukują swoje zaangażowanie w amerykańskie papiery dłużne i przenoszą aktywa. Dążenie Departamentu Skarbu do utrzymania stabilności w jednym obszarze generuje nowe napięcia w innym, zmuszając inwestorów do dyskontowania rosnącego ryzyka politycznego i walutowego zamiast skupiania się na fundamentach spółek.
To zjawisko określa się na Wall Street mianem „Gry w Dylemat Triffina XXI wieku” w wydaniu polityki fiskalnej i walutowej. Scott Bessent znalazł się w klasycznej pętli sprzężenia zwrotnego. Jeśli pozwoli jenowi zbytnio się osłabić, Japończycy (najwięksi zagraniczni posiadacze amerykańskich obligacji skarbowych) będą musieli masowo wyprzedawać amerykańskie obligacje, by zdobyć dolary na obronę swojej waluty. To wywoła gwałtowny skok rentowności w USA i załamanie rynku długu. Jeśli jednak Bessent zbytnio umocni jena, doprowadzi do natychmiastowego zaburzenia struktury yen carry trade, co wywoła falę wyprzedaży na akcjach spółek np. technologicznych. W efekcie amerykański Departament Skarbu próbuje balansować na bardzo wąskiej linie - jakikolwiek zbyt gwałtowny ruch w stronę silniejszego jena lub niższych rentowności obligacji grozi natychmiastowym przeniesieniem turbulencji na rynek akcji.
Podsumowanie sesji w Europie i USA
Rynek byka może być zagrożony przez interwencje Scotta Bessenta. Inwestorzy uważnie obserwują rosnące rentowności obligacji. Wczorajsza sesja zakończyła się przeceną większości indeksów. Tylko FTSE100 wzrósł o 0,44%. Pozostałe wiodące indeksy Starego Kontynentu straciły od 0,39% (Stoxx 600) do 1,68% (FTSE MIB).
Na Wall Street po po sesji odreagowującej spadki powróciła czerwień. Dow Jones stracił 0,29%, S&P500 spadł o 0,48%. Technologiczny Nasdaq stracił 0,56%.
Giełdy w Azji z dominacją czerwieni
Przez poprzednie dziewięć tygodni na giełdach w Azji trwa poszukiwanie kierunku. Bieżący tydzień rozpoczął się w mieszanych nastrojach z lekką przewagę podaży. Inwestorzy zwracają uwagę na rosnącą niestabilność na Bliskim Wschodzie, która ogranicza dostawy ropy jak i decyzje banków centralnych w dalszej części tygodnia. Nikkei traci 0,45%. Australijski S&P/ASX 200 tanieje o 1%. Południowokoreański KOSPI w dół o 1,3%. Na pozostałych giełdach: Hong Kong (-0,6%), Szanghaj (-0,35%), Sensex (-0,2%), Singapur (-1,1%).
Podsumowanie sesji na GPW
Pogorszenie sentymentu na globalnych parkietach jeszcze nie ma przełożenia na nastroje nad Wisłą. Chociaż można dostrzec oznaki zmęczenia hossą, to i tak WIG20 wciąż wygląda okazale. Jednak po serii bicia rekordów może nadejść czas na realizację zysków. Od około początku sierpnia walka byków z niedźwiedziami na WIG20 toczyłą się wokół poziomu 4000 pkt. Trend wzrostowy rozpoczęty w lipcu wydaje się na ten moment niezagrożony. Na WIG20 czerwcowe spadki zostały powstrzymane na lokalnym wsparciu w okolicach 3553 pkt, skąd widać było solidną reakcję popytową. Wczorajsza sesja zakończyła się solidnym wzrostem wartości indeksów. Czerwiec przyniósł przecenę indeksów, co stało się okazją do zakupów po promocyjnej cenie. Na razie strachu nie widać. Natomiast pojawia się niepewność w notowaniach europejskich indeksów oraz S&P500 i Nasdaq 100. Sytuacja na globalnym rynku ryzykownych aktywów jest mocno dynamiczna i napięta. Największym problemem dla rynków i bezpośrednio dla Wall Street w krótkim terminie nie jest widmo podwyżek stóp procentowych, lecz gwałtownie kurcząca się płynność finansowa, a Departament Skarbu zmniejszył skalę skupu obligacji o połowę. Przy jednoczesnym przyspieszeniu akcji kredytowej tworzy to drenaż kapitału z systemu. Wiele będzie zależeć od rynku obligacji USA. Wzrost ich rentowności będzie potęgował niepokój o wzrost inflacji, co w konsekwencji może prowadzić do wzrostu stóp procentowych w dalszej części roku, a to z kolei do wyższych kosztów finansowania działalności. Jednak nastroje niepewności są na razie ignorowane przez inwestorów. Nasz parkiet nie jest oderwany od reszty świata i jeśli na globalne parkiety powróci sceptycyzm, należy wziąć pod uwagę korektę.
Obrót na szerokim rynku wyniósł 3,56 mld zł. WIG stracił 0,57%. Indeks blue chipów stracił 0,43%. WIG20 fut spadł o 0,51%. W obraz rynku wpisały się średnie i małe spółki. mWIG40 spadł o 0,84%. sWIG80 zakończył dzień spadkiem o 1,46%.
Złoty będący ostatnio pod presją próbuje odrabiać straty
GBPPLN – para aktualnie handlowana jest po 5,04.
EURPLN – dziś euro wycenione jest na 4,32.
USDPLN – dolar jest dziś handlowany po 3,73.
CHFPLN – aktualnie za franka trzeba zapłacić 4,57.
PLNJPY – para handlowana jest po 41,18.

Budowa centrów danych w USA staje się za droga. Firmy AI przenoszą się za granicę.
Giganci technologiczni napotykają w Stanach Zjednoczonych na rosnącą ilość barier, które drastycznie podnoszą koszty inwestycji. Głównymi z nich są: opór lokalnych społeczności, obawiających się wzrostu rachunków za energię i wodę, cofanie zachęt podatkowych oraz opóźnienia regulacyjne.