Rynek ropy u progu punktu zwrotnego: Ostrzeżenie legendy z Wall Street

Jeżeli ropa Brent na stałe zagości powyżej poziomu 110-120 dolarów za baryłkę, wydatki konsumentów wyhamują, a koszty operacyjne przedsiębiorstw wzrosną, co doprowadzi do nieuchronnej korekty na indeksach S&P500 i Nasdaq.

Według Stephena Innesa, cenionego analityka i partnera zarządzającego w SPI Asset Management, globalny rynek ropy naftowej zbliża się do krytycznego momentu, który może drastycznie zmienić sytuację na giełdach. Przez ostatnie miesiące inwestorzy giełdowi wykazywali się dużą odpornością, ignorując geopolityczne napięcia i licząc na to, że zakłócenia w dostawach surowca będą miały jedynie charakter przejściowy. Jednak zdaniem legendy z Wall Street, te bufory bezpieczeństwa, które dotychczas amortyzowały wstrząsy podażowe, właśnie się wyczerpują. Głównym ogniskiem niepokoju pozostaje sytuacja wokół Cieśniny Hormuz, której potencjalne zamknięcie lub długotrwałe zablokowanie odcięłoby świat od kluczowych dostaw z Bliskiego Wschodu.

Sytuacja jest o tyle poważna, że rynek przestał reagować jedynie na nagłówki prasowe, a zaczął mierzyć się z fizycznym brakiem surowca. Innes wskazuje, że jeśli zapasy zaczną spadać szybciej niż przewidywano, a letni szczyt popytu nałoży się na ograniczenia produkcyjne w Iranie, ceny ropy mogą wystrzelić w górę w sposób niekontrolowany. Taki scenariusz to prosta droga do powrotu wysokiej inflacji, co z kolei zmusiłoby banki centralne, w tym Fed, do utrzymania wysokich stóp procentowych przez znacznie dłuższy czas. Dla rynku akcji, który od miesięcy karmi się nadzieją na obniżki stóp, byłby to scenariusz bolesny. Szczególnie zagrożone są sektory technologiczne i wzrostowe, które są najbardziej wrażliwe na koszt kapitału.

Źródło: opracowanie własne, stan na dzień 19.05.2026.

Eksperci zauważają, że Wall Street dotychczas skupiało się niemal wyłącznie na świetnych wynikach spółek technologicznych związanych ze sztuczną inteligencją, spychając ryzyka energetyczne na boczny tor. Jednak punkt zwrotny, o którym mówi Innes, to moment, w którym fundamenty ekonomiczne – takie jak realny koszt energii – stają się ważniejsze niż rynkowy optymizm. Jeżeli ropa Brent na stałe zagości powyżej poziomu 110-120 dolarów za baryłkę, wydatki konsumentów wyhamują, a koszty operacyjne przedsiębiorstw wzrosną, co doprowadzi do nieuchronnej korekty na indeksach S&P500 i Nasdaq. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na zjawisko, które analitycy nazywają zmęczeniem ryzykiem. Inwestorzy tak przyzwyczaili się do ciągłych doniesień o konfliktach na Bliskim Wschodzie, że przestali na nie reagować. Problem polega na tym, że fizyczny rynek surowców nie dba o psychologię tłumu. Jeśli tankowce naprawdę przestaną płynąć, algorytmy handlujące akcjami nie będą miały innego wyjścia, jak tylko masowo wyprzedawać udziały. Ciekawostką jest też to, że w dobie transformacji energetycznej wciąż jesteśmy tak dramatycznie uzależnieni od ropy. To pokazuje, że mimo całego szumu wokół aut elektrycznych i OZE, ropa naftowa wciąż pełni rolę krwi światowej gospodarki, a jej cena jest najskuteczniejszym hamulcem lub przyspieszaczem globalnego wzrostu. Jeśli Innes ma rację, nadchodzące lato na giełdach może być wyjątkowo gorące, ale nie z powodu słońca, lecz z powodu cen na stacjach benzynowych.

Podsumowanie sesji w Europie i USA

Inwestorzy na Starym Kontynencie wciąż są na etapie poszukiwania kierunku. Gołym okiem widać, że brakuje impulsu do wzrostów, więc Europa pozostaje daleko w tyle za rekordami w USA, Japonii i Korei. Na zmianę to sesja wzrostowa, to znów spadkowa. Wczorajsza sesja to odrabianie strat z piątku. Poza FTSE MIB (-0,91%), pozostałe wiodące indeksy, zyskały od 0,44% (CAC40) do 1,49% (Dax).

Na Wall Street wciąż sporo optymistów, a dobre nastroje poddawane są próbie. Dow Jones zyskał 0,32%, S&P 500 spadł o 0,07%, a Nasdaq 100 finiszował ze stratą 0,51%.

W Azji odrabianie start

Tydzień w Azji rozpoczął z wyraźną przewagą strony podażowej. Inwestorzy przestali wierzyć, że napięcia na linii Waszyngton - Teheran wkrótce ustąpią. Dziś umiarkowane odbicie niweluje straty z poniedziałku. Nikkei traci 0,46%. Australijski S&P/ASX 200 drożeje o 0,9%. Południowokoreański KOSPI spadł o 4%. Na pozostałych giełdach: Hong Kong (0,39%), Szanghaj (0,02%), Sensex (0,39%), Singapur (0,7%).

Podsumowanie sesji na GPW

Na parkiecie przy Książęcej wciąż trwa poszukiwanie kierunku i choć wczorajsza sesja zakończyła się wymazaniem piątkowego spadku, to nadal pozostajemy w krótkoterminowym ruchu bocznym. Każda poprawa lub pogorszenie nastrojów na globalnych parkietach kreuje ruchy inwestorów. Sytuacja techniczna jest bardzo dynamiczna. Wcześniejsze cofnięcie spod rocznych maksimów zostało zatrzymane na wsparciu w okolicach 3400 pkt, a ruch wzrostowy otworzył drogę do kolejnego poziomu 3600 pkt. To ważne techniczne miejsce, bowiem było to pierwsze lokalne wsparcie od którego rozpoczęła się przecena, a teraz może stać się oporem. Wciąż należy być ostrożnym, bowiem sytuacja na globalnym rynku ryzykownych aktywów jest mocno dynamiczna i napięta. Na razie rynki nie wyceniają kłopotów, jakim są perspektywa wzrostu inflacji i ryzyko globalnego spadku PKB. Wiele będzie zależeć od rynku obligacji USA. Wzrost ich rentowności będzie potęgował niepokój o wzrost inflacji, co w konsekwencji może prowadzić do wzrostu stóp procentowych w dalszej części roku, a to z kolei do wyższych kosztów finansowania działalności. Jednak nastroje niepewności są na razie ignorowane przez inwestorów. Parkiet przy Książęcej nie jest oderwany od reszty świata i jeśli na globalne parkiety powróci sceptycyzm, należy wziąć pod uwagę korektę, która dla uspokojenia rynku mogłaby być wręcz pożądana. WIG20 po spadkowym otwarciu, WIG20 od razu ruszył na północ i ostatecznie finiszował blisko dziennego maksimum.

Obrót na szerokim rynku wyniósł 1,98 mld zł. WIG zyskał 1,51%. Indeks blue chipów zyskał 1,83%. WIG20fut wzrósł o 2,17%, osiągając na zamknięciu wartość 3571 pkt. W obraz rynku wpisały się średnie. mWIG40 zyskał 0,83%. Jedynie sWIG80 zakończył dzień spadkiem o 0,02%.

Złoty wciąż mocny i stabilny

GBPPLN – para aktualnie handlowana jest po 4,88.

EURPLN – dziś euro wycenione jest na 4,24.

USDPLN – dolar jest dziś handlowany po 3,64.

CHFPLN – aktualnie za franka trzeba zapłacić 4,64.

PLNJPY – para handlowana jest po 43,60.


:
Wall Street street scene hero image

Małe spółki na fali. Czy korekta zwiastuje głębsze problemy?

Głównym zagrożeniem dla amerykańskich podmiotów jest ich wrażliwość na koszty zadłużenia. Czy Fed będzie w stanie przynajmniej utrzymać aktualną kondycję gospodarki?

Loading...
Loading...