Zerkając na rynek konsumenta w Polsce można zauważyć stały wzrost zaufania konsumentów od 2013 roku. Zwykle jest to wskaźnik lekko wyprzedzający sprzedaż detaliczną, która w tym przypadku miałaby jeszcze pole do popisu, i to znaczne.

Ostatnie wzrosty zaufania konsumentów nie zostały odzwierciedlone w sprzedaży detalicznej, która nieco spowolniła swoją dynamikę. Wydatki konsumentów oczywiście nominalnie stale rosną ze względu na wzbogacanie się społeczeństwa i co ciekawe, wzrost nie był w żadnym stopniu załamany przez kryzys światowy w 2008 roku. Rośnie również nominalna wartość kredytów konsumenckich, a stosunek zadłużenia gospodarstw domowych do PKB utrzymuje się w przedziale od 35 do 37 % od 5 lat.

Biorąc pod uwagę wysoki stopień zatrudnienia, można założyć, że w niedalekiej przyszłości zwiększą się wynagrodzenia, które jeszcze na ten moment nie stanowią problemu dla przedsiębiorstw. To spowoduje zwiększoną sprzedaż detaliczną i wzrost ostatecznie cen, czyli inflację. Jeżeli rządowi, poprzez stymulację fiskalną oraz bankowi centralnemu, poprzez odpowiednią politykę pieniężną uda się utrzymać wzrost cen w ryzach przy jednoczesnym zapewnieniu rozwoju firm i zachęcaniu kapitału zewnętrznego do inwestycji w Polsce, to przed naszym krajem są jeszcze długie lata ekonomicznego prosperity.

Ryzyko jednak związane z brakiem pracowników może doprowadzić do załamania inwestycji, które byłby mniej opłacalne niż teraz. Wydaje się, że kluczową rolę w zapewnieniu dalszego rozwoju gospodarczego będzie obniżenie podatków dla przedsiębiorców lub generalnych kosztów zatrudnienia. Aktualnie osoba zatrudniona na umowę o pracę, realnie kosztuje pracodawcę aż o 60% więcej niż ta otrzymuje na konto.

Dodatkowym bodźcem zapewniającym napływ kapitału zagranicznego jest środowisko niskich stóp procentowych oraz relatywnie taniego złotego. Na świecie proces normalizacji polityki pieniężnej się rozpoczął, nie będzie on prawdopodobnie dynamiczny, jednak przy utrzymaniu poziomu głównej stopy procentowej w NBP na poziomie 1,5%, bardzo szybko dojdzie do wyrównania oprocentowania przez pozostałe banki centralne do tego właśnie poziomu. Ważne jednak, by nie dopuścić do nadmiernego rozgrzania się gospodarki, co skutkować by mogło silną inflacją i zjedzeniem całego wzrostu gospodarczego przez wzrost cen.

Polski złoty traci w tym tygodniu na wartości, EURPLN, GBPPLN potwierdzają swoje trendy wzrostowe, natomiast USDPLN walczy o jego utworzenie. Najsłabiej wygląda CHFPLN, który ma jeszcze długą drogę do załamania trendu spadkowego.

Na rynku akcyjnym ostatnie dni stoją pod znakiem spadków. WIG20 swoje główne poziomy wsparcia ma w przedziale 2400 - 2420 punktów. Opory na ten moment zlokalizowane są na 2485 oraz 2540 punktów. 

 

GBPPLN - po silnych wzrostach z początku września, dziś potwierdza siłę kontynuując wzrosty. Cena znalazła się w strefie oporów, a zamknięcie powyżej 4,9100 otworzy drogę do 4,9500 i wyżej. Wsparcie znajduje się na poziomie 4,8000 oraz 4,7700. 

USDPLN - ostatecznie opór na poziomie 3,6100 został pokonany i na ten moment kurs testuje  3,6600. Poziom ten jest kluczowy dla zachowania trendu spadkowego, w przypadku jego przebicia w górę nastąpi zmiana długoterminowej tendencji na wzrostową. Wsparcia aktualnie znajdują się na 3,6100 oraz na 3,5540.

EURPLN - ze względu na panujący trend wzrostowy, bazowy scenariusz zakłada wzrosty w kierunku 4,3200, dopiero wybicie wsparcia na 4,2300 pozwoli na zanegowanie trendu i powrót spadków w długim terminie. Trend wzrostowy został dziś potwierdzony dzięki wybiciu ponad 4,2950.

CHFPLN  - po zeszłotygodniowym zatrzymaniu na poprzednim dnie na poziomie 3,6750, teraz rynek demonstruje siły popytu. Cena pokonała już opór na poziomie 3,7400, następny zlokalizowany jest na 3,8000. W przypadku jednak spadków ponownie poniżej 3,7100, będzie można oczekiwać wybicia den na 3,6800 oraz spadków do 3,4900.