Wczorajsze wypowiedzi Trumpa grożące podwyżką ceł na nałożone już towary z 10% do 25% i objęcie cłami całego chińskiego eksportu należy odebrać jako grę negocjacyjną przed rozmowami w Argentynie. 

 

Spotkanie prezydenta Donalda Trumpa i prezydenta Chin Xi Jinpinga na szczycie G20 w Buenos Aires pod koniec tygodnia jest postrzegane jako przełomowy moment dla światowej gospodarki i rynków finansowych. Ale nawet jeśli na szczycie nie zostanie osiągnięte porozumienie, istnieje przynajmniej kilka powodów, aby spodziewać się deeskalacji wojny celnej USA-Chiny. Pierwsza, paradoksalnie, to niedawna zmiana retoryki w USA, mających na celu "powstrzymywanie" Chin i uniemożliwiania im przekształcenia się w siłę technologiczną, która mogłaby rzucić wyzwanie globalnej hegemonii Stanów Zjednoczonych.

 

Teraz, kiedy Xi zdaje sobie sprawę, że jest zaangażowany w walkę przeciwko powstrzymywaniu Chin, po prostu nie może sobie pozwolić na utratę pozycji jaką wypracowało sobie Państwo Środka na globalnej scenie gospodarczej. A Xi ma wiele narzędzi politycznych, aby zapewnić, że chińska gospodarka nie odczuje żadnych poważnych szkód wynikających z amerykańskich ceł. W zakresie, w jakim taryfy zmniejszają eksport Chin, rząd i bank centralny mogą zrównoważyć skutki gospodarcze, stymulując popyt krajowy, co już miało miejsce w postaci dopłat bezpośrednich do przedsiębiorstw eksportujących na runek amerykański w wysokości nałożonych ceł.  

 

Spowolnienie chińskiego wzrostu gospodarczego w tym roku było prawie w całości spowodowane celowymi decyzjami zmniejszenia zadłużenia systemu bankowego, obcięciem pożyczek samorządów lokalnych, zmniejszeniem nadmiernych inwestycji w infrastrukturę i ograniczeniem gwałtownych wzrostów cen nieruchomości poprzez zaostrzenie polityki pieniężnej. Wszystkie te polityki oszczędnościowe można łatwo złagodzić lub odwrócić.

 

Dzisiaj pojawiła się niesprawdzona plotka, że rzecznik ministra spraw zagranicznych Chin poinformował o osiągnięciu porozumienie korzystnego dla obu stron. Na razie nie wiadomo nic więcej.

 

Wczorajsza bardzo udana sesja w USA i Europie nie do końca przełożyła  się na rynki azjatyckie. Japoński Nikkei zyskał 0,64% , a australijski S&P/ASX200 1%. Po niesprawdzonej informacji rzecznika ministra spraw zagranicznych Chin, pozostałe giełdy z regionu wyczekują przy silnej zmienności: Hang Seng (-0,4%), Singapur  (0,01%), indyjski Sensex (0,32%),  Shanghai (0,04%). Indeks Asia Dow odnotowuje wzrost o 0,36%. 

 

Dzisiejsze puste kalendarium makroekonomiczne powinno sprawić, że rynki będą poruszać się bardziej technicznie lub reagować nerwowo na każde doniesienia z Twittera.  

 

Po wczorajszym szczycie w Brukseli funt pozostaje stabilny w oczekiwaniu czy Theresie May uda zbudować się większość parlamentarną przed głosowaniem nad wypracowaną umową rozwodową, o co wcale nie będzie łatwo. Rozważany jest nawet scenariusz, że na grudniowy szczyt UE-UK pojedzie nowy premier Wielkiej Brytanii. 

 

Włoch Matteo Salvini zasugerował, że rządząca koalicja rozważa zmiany w projekcie budżetu na 2019 rok. Jest już prawie pewne, że nowa propozycja deficytu budżetowego wyniesie 2,2% zamiast pierwotnego 2,4% PKB. 

Wtorek na europejskich parkietach rozpoczął się na poziomach wczorajszych zamknięć. 

 

Podobnie jest na Książęcej, WIG20 otworzył się w okolicach wczorajszego zamknięcia. Do dalszych wzrostów potrzebne jest pokonanie oporu na 2300 pkt. Wspomniany opó r i dołek na 2140 przez pewien czas utworzy strefę trendu bocznego. Po kilku godzinach handlu WIG20 traci 0,27%, a liderami wzrostów są: CCC (5,13%), Lotos (1,29%), Orlen (1,23%), a wśród tracących są walory: CD Projekt (-3%), PGNiG (-1,66%) i PZU (-1,27%). 

 

Od kilku tygodni przyglądamy się spółce PGE. Po wybiciu oporu z 15 lutego na 11,28 zł cena osiągnęła swoje maksimum na 12,37 zł po czym zawróciła do wspomnianego oporu i odbijając się od tej ważnej strefy utworzyła tym samym wsparcie. Dopóki to wsparcie jest miejscem obrony byków, możliwy jest ich atak na tegoroczne szczyty na poziomie 13,49 zł tym bardziej że sektor energetyczny na naszej giełdzie jest ostatnio najmniej wrażliwy na zawirowania na giełdach. Dzisiaj spółka handlowana jest po 12,00 zł w okolicach wczorajszego zamknięcia.

Złoty pozostaje stabilny w obszarach wyznaczonych pomiędzy technicznymi wsparciami i oporami. 

 

GBPPLN – Ta para może być narażona na największe wahania. Zbliżamy się do ostatniego etapu Brexitu, przed dyskusją i głosowaniem w parlamencie nad porozumieniem podpisanym przez rząd UK. Funt może być najbardziej niedoszacowaną walutą w stosunku do złotego w przypadku pozytywnego rozstrzygnięcia Brexitu. Po dotarciu do oporu na 4,9500, kurs odnotował lekkie odbicie. Wsparcie na 4,8500.  Aktualnie handlowany po 4,8330.

 

USDPLN – Para porusza się pomiędzy szczytem z 15 sierpnia na 3,8400, a dołkiem na 4,7300. Aktualnie handlowana jest po 3,7940

 

EURPLN – Na tej parze po ataku na opór na 4,3300 obserwujemy lekkie umocnienie złotego i jest aktualnie handlowana jest po 4,2900.

 

CHFPLN – Podobnie ja EURPLN para handlowana po 3,7950  poniżej oporu na 3,8360.

 

PLNJPY – Po odbiciu strefy dziennego oporu na 30,366 przyjęty został kierunek na południe w stronę wsparcia na poziomie 28,800. Aktualnie handlowana jest blisko oporu po 29,930.

 

Poprzedni artykuł>