Słabe zamknięcie w USA nie nastraja pozytywnie

Międzynarodowy Fundusz Walutowy wycofał swoje negatywne scenariusze dla gospodarki Wielkiej Brytanii, jakie publikował w związku z wygraną zwolenników Brexitu w czerwcowym referendum. Fundusz podniósł prognozę wzrostu w 2016 roku do 1,8% r/r, co, jeśli się sprawdzi, da Wielkiej Brytanii pierwsze miejsce wśród krajów G7 pod względem wzrostu gospodarczego.

Kto jednak liczył, że MFW przyzna się do błędnej prognozy skutków Brexitu mocno się pomylił. Instytucja ta jednocześnie obniżyła prognozowany wzrost w 2017 po raz kolejny – w kwietniu mówiło się o 2,2% r/r, w lipcu o 1,3% r/r a obecnie prognozy wynoszą 1,1% r/r.

Podczas gdy MFW może faktycznie mieć rację co do prognoz, doświadczenie z Grecją uczy nas, że nawet eksperci mogą się mocno pomylić. Byłoby jednak miło, gdyby sami potrafili to przyznać.

Najważniejszą częścią wczorajszego raportu była jednak negatywna rewizja wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych – MFW obcięło prognozę na 2016 rok z 2,2% do 1,6% r/r. To z kolei stawia podwyżkę w tym roku pod dużym znakiem zapytania, a inwestorzy zdają się to właśnie dyskontować.

To z kolei było jednym z powodów dla którego tak mocno wyprzedawany był funt. To dolar bowiem drożał na całym szerokim rynku, wysyłając indeksy i cenę złota w dół. W tym samym czasie indeksy giełdowe w Europie zanotowały bardzo pozytywny dzień. Innym powodem, dla którego funt się osłabiał były z kolei sygnały, że Theresa May, brytyjska premier, nie ma zamiaru wymagać specjalnego traktowania dla sektora finansowego w ramach negocjacji z Unią Europejską.

Podczas gdy FTSE100 retestował swoje maksima z 2015 roku, FTSE250 wybił nowe, a funt spadł w odniesieniu do dolara do 31 letniego minimum. Inwestorzy w ten sposób reagowali na potencjalne efekty rozmów, które tak naprawdę nie rozpoczną się jeszcze przez co najmniej rok, a także strategii w stylu „najpierw strzelaj, potem pytaj”.

Przyzwoity PMI z budownictwa, który opublikowany został po poniedziałkowych, równie pozytywnych informacjach z przemysłu, sugeruje, że pomimo chwilowego spowolnienia brytyjska gospodarka może znowu włączać wyższy bieg.

Jeśli dzisiejsze dane z sektora usługowego również okażą się dobre, to może się okazać, że Bank Anglii zbyt wcześnie włączył się do działania kiedy obniżał stopy procentowe i zwiększał program skupu aktywów. Prognozy wskazują że serwisowy PMI spadł we wrześniu delikatnie do poziomu 52,1 pkt, jednak jeśli oceniać to na podstawie informacji z przemysłu i budownictwa, możemy oczekiwać pozytywnego zaskoczenia.

Niestety jak na razie wygląda na to, że jedynym efektem działań BOE była przecena funta oraz zlikwidowanie elastyczności, jaką miałby bank, gdyby sytuacja się faktycznie pogorszyła, szczególnie kiedy nastroje zepsują faktyczne negocjacje.

Nowy członek MPC, Michael Saunders ma dzisiaj ostrzec, że BOE mogło mocno nie docenić odporności brytyjskiej gospodarki, która może notować znacznie lepsze wyniki w nadchodzących miesiącach. To z kolei wskazuje, że kolejna obniżka w tym roku jest coraz mniej prawdopodobna.

Dzisiaj poznamy również najnowsze wskaźniki PMI dla usług w Hiszpanii, Włoszech, Francji i Niemczech, które, z wyjątkiem Niemiec, mają pokazać poprawę nastrojów. Niemiecki PMI ma wynieść jedynie 50,6 pkt, a wynik ten zaprzeczy informacjom innej ankiety – IFO, której wynik ostatni był bardzo pozytywny.

W przypadku Stanów Zjednoczonych czeka nas rozgrzewka przed piątkowymi payrollsami – po południu opublikowane zostaną bowiem dane prywatnej agencji ADP. Niestety w ostatnich miesiącach raport ADP nie koreluje z danymi NFP, jako że stabilizuje się w okolicach 175 tysięcy już od czterech miesięcy. Teraz jednak prognozy mówią o spadku do poziomu 166 tysięcy.

EURUSD – para znalazła wsparcie na dole trójkąta, w którym się konsoliduje, w okolicach 1,1150. Wciąż czekamy jednak na 200-punktowy ruch w dół, w przypadku przebicia tego poziomu, lub w górę, gdy kurs wybije 1,290.

GBPUSD – funt wciąż się osłabia, a tym razem osiągnął rekordowy od 31 lat poziom, po tym jak w przebił lipcowe minima w okolicach 1,2800. Kurs pary wciąż może spadać, nawet do poziomu 1,2500, chyba że uda się wrócić z powrotem powyżej 1,2850. Przy takim dużym, negatywnym nastawieniu uwaga na możliwy, niespodziewany ruch w górę.

EURGBP – wygląda na to, że para ta zmierza w kierunku szczytów z 2013 roku na wysokości 0,8815, które są obecnie najbliższych ważnym oporem powyżej którego otwiera się droga na 0,9000. Wsparcia znajdują się na 0,8720 i 0,8670.

USDJPY – kurs przebił się przez 102,20 i wygląda na to, że zmierza w kierunku 103,20. Przed jego osiągnięciem może jednak spaść nawet do poziomu 99,50.