Bank Australii ściął dziś w nocy stopy procentowe o 25 pb.: z 0,75 proc. do 0,50 proc. Jeszcze tydzień temu rynek wyceniał taką ewentualność na 18 proc. Już wczoraj oczekiwania wskazywały na 96 procent szans na obniżkę kosztu pieniądza. Sytuacja kropka w kropkę przypomina tą z 2008 roku podczas kryzysu finansowego. Wtedy to największe banki centralne, działając w porozumieniu, obniżały koszt pieniądza, by zapewnić płynność finansową i przeciwdziałać skutkom kryzysu. Zapowiedź takich działań usłyszeliśmy w piątek po południu w oświadczeniu szefa Fed, Jeromego Powella. Stwierdził, że bank, użyje wszelkich dostępnych środków, aby powstrzymać negatywne skutki wpływu koronawirusa na światową gospodarkę. Powell jasno dał do zrozumienia, że postawa „wait and see” odeszła w bliżej nieokreśloną przyszłość, a nadeszła pora do podjęcia wszelkich działań, do łagodzenia skutków epidemii. Jest niemal pewne, że globalny wzrost gospodarczy spadnie w pierwszym kwartale, a amerykańskie firmy już wcześniej ostrzegały, że spodziewają się skokowego spadku zarówno przychodów, jak i zysków. Po Banku Australii, takiej samej decyzji można spodziewać się już w środę ze strony Banku Kanady, a w dalszej kolejności Banku Anglii i 18 marca po posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Jedyną niewiadomą jest skala cięcia stóp - czy będzie to 25 pb., czy skokowe obniżenie o 50 pb.

W dzisiejszym kalendarzu makroekonomicznym pustki, więc sentyment na rynkach będą kształtować bankierzy centralni. Na godz. 13 Fed zwołał konferencję banków grupy G-7, podczas której zapewne będą omawiane możliwości banków w przeciwdziałaniu skutkom koronawirusa na globalna gospodarkę.

Poniedziałkowa sesja w USA miała niezwykle ciekawy przebieg, a odreagowanie tygodniowej przeceny mogło zaskoczyć uczestników rynku. Powód był jeden. Inwestorzy liczyli na działania banków centralnych w celu złagodzenia wpływu epidemii na światową gospodarkę. Czy te kroki będą wystarczające? Być może nie. Ultraluźna polityka monetarna, która od wielu lat była prowadzona przez banki, oraz programy luzowania ilościowego ograniczają pole manewru w dłuższym horyzoncie czasowym. Cięcie stóp procentowych do zera lub poniżej może sprawić, że ucierpi na tym system bankowy i wystąpią problemy z płynnością. Taką lekcję mieliśmy w Europie, gdzie EBC musiało pompować pieniądz aby utrzymać płynność na rynku, co obiło się na kondycji banków komercyjnych w Niemczech, we Francji, nie wspominając o krajach południa Europy. Podczas wczorajszej sesji po spokojnym początku i stosunkowo niewielkich wzrostach, w końcowej fazie handlu doszło do dynamicznego przyspieszenia. Tym samym spora część strat z ubiegłego tygodnia została odrobiona. W ostatecznym rozrachunku. DJIA, S&P500 i Nastaq Composite odnotowały solidne wzrosty odpowiednio 5,09% 4,60% i 4,49%. Wzrosty nie ominęły małych spółek skupionych w indeksie Russell2000. Indeks zyskał 2,85 proc. Handlowi na Wall Street towarzyszył bardzo wysoki obrót 6,722 mld USD, co może być milącym sygnałem, że na tak niskich poziomach są chętni do kupna akcji, a zarazem jest to okazja do pozbycia się gorących papierów po dobrych cenach.

Mieszane nastroje, które dziś panowały na azjatyckich giełdach uległy lekkiej poprawie po doniesieniach, że Fed na godz. 13 zwołuje telekonferencję banków centralnych. Zapewne chodzi o kroki, jakie mogą podjąć banki w walce ze skutkami COVID-19 dla globalnej gospodarki. Najsilniej o ponad 3 proc. rosną benchmarki w Chinach. Nikkei stracił 1,22%. Na pozostałych giełdach: Hong Kong (0,21%), Szanghaj (0,74%), Singapur (0,41%). Asia Dow nad kreską 0,16%.

Dużo działo się wczoraj na warszawskim parkiecie. Handlowi na GPW towarzyszył wysoki obrót, który na szerokim rynku wyniósł 1,1 mld złotych. WIG wzrósł o 2,12 proc. Wyhamowanie tempa spadków podczas piątkowej sesji, której towarzyszył wysoki blisko dwa miliardy złotych obrót sugerowało, że można liczyć na odbicie. Dodatkowym argumentem dla byków była dobra sesja w Azji, gdzie większość indeksów zyskiwała oraz zyskujące kontrakty na amerykańskie indeksy. I tak też się stało. Podobnie jak WIG, na plusie zakończył dzień indeks blue chipów. WIG20 otworzył się luką wzrostową i po 15 minutach byki utworzyły dzienne maksimum na 1840,57. Z tego poziomu rozpoczął się marsz na południe i na godzinę przed startem w USA indeks znalazł się na dziennym minimum na poziomie 1765,43. Z tego poziomu WIG20 powrócił do wzrostów. Zamknięcie nastąpiło w okolicach środka dziennego zakresu wahań na poziomie 1807,70, co oznacza wzrost o 2,19 proc. Wzrosty nie ominęły WIG20fut, który zyskał 2,91 proc., a WIG20usd dodał do dorobku 3,65 proc. za sprawą dobrej postawy złotego. W zielonej strefie zakończyła dzień druga i trzecia liga. mWIG40 odnotował wzrost o 1 proc., a sWIG80 zyskał 0,61 proc. W gronie blue chipów 16 spółek zakończyły dzień zyskiem, a 4 odnotowało spadki. Najlepiej wypadły Dino (7,05%), Alior (6,76%) i Tauron (5,09%). Powodów do zadowolenia nie mieli posiadacze akcji PGNiG, mBanku i CCC. Walory te potaniały odpowiednio o 1,83%, 0 40% i 0,28%.

Blue chipy otwierają w okolicach wczorajszego maksimum. Na otwarciu 19 spółek w zieleni. W początkowej fazie handlu kupujący dążą do domknięcia luki z piątku na 1850 pkt. WIG20fut zyskuje 2,02 proc.

Złoty, który od jakiegoś czasu był pod presją tak, jak wszystkie ryzykowne aktywa, dzisiaj nieznacznie zyskuje.

GBPPLN – lokalny opór znajduje się na 5,1300, a następy jest na 5,1800. Para schodzi poniżej wsparcia na 5,04 i dotarła dzisiaj do kolejnego na 4,9700.

EURPLN – aktualny ruch wzrostowy testuje opór ma na poziomie 4,3180. Wsparcia znajduje się na 4,2400.

USDPLN – para na wykresie dziennym porusza się w ruchu wzrostowym, przebijając opór na 3,9250, kolejny jest na 3,98-4 zł. Spadki poniżej 3,8680 otworzą drogę do wsparć na 3,8400, a następnie 3,8200.

CHFPLN – cena przebiła poziom oporu na 4,03, wzrosty powyżej powinny skierować cenę w stronę 4,0950. Wsparcie na 3,9780 zostało utrzymane, a jego pokonanie to możliwe potencjalne spadki w stronę 3,930.

PLNJPY – para znajduje się poniżej wsparcia na 28,00. Kolejne jest na 27,68. Opór jest na 28,88.