Dzisiaj kapitał powraca na giełdy. Szczególną uwagę inwestorzy będą zwracali na wskaźniki PMI. Na warszawskim parkiecie warto zwrócić uwagę na wejście indeksów w długoterminową strefę oporu. WIG i WIG20 pozostają jednak w wyraźnej hossie.

Amerykańscy inwestorzy wczoraj odpoczywali. Można więc oczekiwać powrotu kapitału na rynki akcyjne. Jeszcze rano polskim inwestorom nastrój powinien poprawić wzrost japońskiego indeksu, który konsoliduje się od grudnia. Później, podczas sesji europejskiej może wrócić temat dużej zmienności i rosnących rentowności francuskich papierów skarbowych. Coraz większa przewaga Marine Le Pen w sondażach, podczas gdy osoba potencjalnego rywala w drugiej turze jest nieznana, może skutecznie zmniejszać apetyty kupujących.

WIG20 pozostaje jednak w wyraźnej hossie. Sekwencja coraz wyższych szczytów i dołków na głównych indeksach WIG i WIG20 jest zachowana. Linie trendu wzrostowego są obecnie znacznie oddalone od wspomnianych indeksów i byki mogą czuć się bezpieczne. To oczywiście nie oznacza, że krótkoterminowo nie dojdzie do korekt. W takim przypadku poziomy, na które dzisiaj należy zwracać uwagę na WIG20, to 2180 i 2160 pkt., gdzie znajdują się najbliższe wsparcia. Ostatni, lokalny szczyt na poziomie 2225 pkt. jest oczywistym oporem. W miejscu, w którym jesteśmy, można oczekiwać realizacji zysków. Po pierwsze, polskie indeksy są po znacznych, wielotygodniowych wzrostach, a po drugie WIG20 wchodzi w strefę oporu z lat 2012-2014. Wielu inwestorów operujących na podstawie analizy technicznej może więc chcieć zmniejszyć zaangażowanie. Wśród najskuteczniejszych klientów CMC Markets, zaangażowanych w polskie akcje za pośrednictwem kontraktu CFD Poland20, 65% ma otwarte pozycje na wzrost. Co ciekawe, wartościowo zdecydowanie przeważają (79%) pozycje krótkie, czyli na spadek głównego indeksu warszawskiej giełdy

Dzisiaj w kalendarium ekonomicznym kluczowy będzie odczyt PMI dotyczący koniunktury w niemieckim przemyśle. Już o godzinie 9:30 rynek oczekuje wskazania na poziomie 56. O 10:00 poznamy PMI dla Unii Europejskiej, gdzie wskaźniki przemysłowy, usługowy i zbiorczy mają wynieść odpowiednio: 55, 53,7 i 54,3. W obecnym stadium wzrostu każdy lepszy odczyt powinien spotkać się z dobrym przyjęciem inwestorów i przełożyć na popyt. Gdyby faktyczne dane były odrobinę gorsze, rynek może się nimi nie przejąć według „pokrętnej” logiki hossy, że trochę słabsze dane są przejściowe i dają nadzieję, że presja inflacyjna nie pojawi się tak szybko, jak wskazywały na to ostatnie odczyty dotyczące cen. O godzinie 15:45 poznamy z kolei wskaźniki PMI w USA. Nie mają one jednak tak istotnego znaczenia, jak te z Europy. Dla porządku warto przypomnieć, że rynek spodziewa się, dla przemysłowego odczytu poziomu 55,2.