Polityka monetarna wciąż rządzi rynkami

Ostatni tydzień był dla rynków akcji raczej rozczarowujący, nawet pomimo oznak poprawiających się danych gospodarczych i wzrostów rentowności obligacji. Amerykańskie giełdy szarpnęło nawet w dół, po informacjach, że FBI rozpoczyna kolejne śledztwo w sprawie maili Hillary Clinton. Ta wyprzedaż w piątek najprawdopodobniej przełoży się na dzisiejsze otwarcie w Europie.

Na rynkach coraz bardziej zaczynają ciążyć zbliżające się wybory prezydenckie, szczególnie że zadecydują one o tym kto obejmie ten najpotężniejszy urząd na świecie.

Nawet jednak biorąc pod uwagę znaczenie tych wyborów, w tym tygodniu liczyć się będzie polityka monetarna – w ciągu najbliższych dni o swoich decyzjach poinformują bodaj najważniejsze banki centralne. Wśród nich jest Bank Japonii, Bank Anglii, Rezerwa Federalna oraz bank centralny Australii.

Podczas gdy nie oczekujemy żadnych zmian w przypadku każdego z tych banków, we wszystkich przypadkach liczy się to, co powiedzą ich przedstawiciele. Szczególnie ważna będzie konferencja BOE, biorąc pod uwagę ostatnie informacje o możliwej rezygnacji ze stanowiska przez Marka Carneya, z powodu nieprzychylnych komentarzy ze strony rządowych zwolenników Brexitu.

Mówi się, że Carney, który krytykowany jest za wtrącanie się w politykę szczególnie po przegranym głosowaniu, jest coraz bardziej zirytowany tym, co mówi się o nim i o działaniach BOE. Choć to prawda, że gospodarka nie reaguje w sposób, jakiego można się było spodziewać, to jednak trzeba również przyznać, że Mark Carney był jedyną osobą w całym tym zamieszaniu, która zdecydowała się działać z wyprzedzeniem.

Trudno uwierzyć, by Carney miał tak cienką skórę i nie potrafił wytrzymać słów krytyki. W końcu piastuje publiczne stanowisko i otrzymuje sowite wynagrodzenie właśnie za to, by nie poddawać się gdy inni go krytykują. To zaś oznacza, że w chwilach takich jak ta musi wytrwać na stanowisku.

Mark Carney od pięciu lat piastuje to stanowisko a w niedługim czasie ma zadecydować o rozszerzeniu tego okresu o kolejne trzy lata. Ewentualna rezygnacja teraz byłaby bardzo złą decyzją, szczególnie w kontekście ewentualnej spuścizny – Carney już zawsze byłby kojarzony jako ten, który w trudnym okresie opuścił statek.

Jeżeli chodzi o publikacje danych, jedną z najważniejszych informacji będzie szacunkowa inflacja w strefie euro za październik. Oczekuje się, że dynamika cen wzrosła z 0,4 do 0,5%, a więc najwyższego poziomu od lata 2014 roku. Taki wynik wywarłby presję spadkową na ceny niemieckich obligacji, które i tak znajdują się już na 6-miesięcznych minimach.

W piątek dowiedzieliśmy się, że PKB w USA w 3 kwartale okazało się silniejsze niż się spodziewaliśmy i wyniosło +2,9%. Konsumpcja konsumentów były przy tym słabsze, a w tym kontekście ważne będą dzisiejsze informacje o ich wydatkach i przychodach.

Słabsze liczby miałyby szczególne znaczenie dla nadchodzących rewizji PKB w kolejnych tygodniach. Prognozy mówią, że wydatki konsumentów wzrosły z +0% do +0,4%, a ich przychody z +0,2% do +0,4%.

EURUSD – przebicie poziomu 1,0950 pod koniec zeszłego tygodnia, po osiągnięciu minimum na 1,0850, otwiera drogę na opory w okolicach 1,1100.

GBPUSD – funt męczył się z ruchem w górę, jednak udało się przynajmniej utrzymać ważne wsparcie między 1,2080 a 1,2100. Aby doczekać się stabilizacji, kurs powinien przebić poziom 1,2270.

EURGBP – kurs przebił opór na 0,8980, co może oznaczać dalsze wzrosty, nawet do poziomu 0,9080. Przebicie drugiego z oporów otwiera drogę do wzrostów na 0,9300.

USDJPY – dolar przez chwilę konsolidował się w okolicach 105,50, zanim sprzedającym udało się obniżyć kurs. Pozostaje on jednak wciąż powyżej 104,20, co daje nadzieje na kolejny atak na wyższe poziomy.

 

Share: