Od kilku ładnych miesięcy jesteśmy świadkami sporej zawieruchy na najpopularniejszej parze walutowej świata, czyli na eurodolarze. Słynny „Edek” nie jest w stanie jasno zdecydować, w którą stronę ma ochotę iść w przynajmniej średnim terminie. Kluczowymi pod tym kątem są rejony 1,15 oraz 1,05. Bronią one odpowiednio drogi w kierunku 1,25 oraz psychologicznej wartości jednego dolara za jedno euro. Kilka ostatnich tygodni przyniosło na rynku pewne wyhamowanie amplitudy wahań. Tym sposobem utworzyły się dwie lokalne bariery, które mogą ukształtować rynek w perspektywie krótko- i średnioterminowej.

Na północy konsolidację ogranicza poziom 1,13. Wybicie się ponad niego otworzyłoby kursowi drogę w kierunku wspomnianej wcześniej bariery 1,15. Z kolei spadek poniżej bariery, jaką wyznacza 1,11, powinien dodać amerykańskiej walucie sił i zepchnąć kurs w okolice czerwcowych minimów, czyli rejonów 1,09 dolara za euro.

Intensywne walki toczą się także na tzw. „kablu”, czyli parze funt brytyjski - dolar amerykański. W tym przypadku mamy do czynienia z konsolidacją pomiędzy poziomami 1,35 oraz 1,28. Obecnie w nieco bardziej komfortowej sytuacji znajduje się amerykańska waluta. Znalazła się ona na ciekawej pozycji startowej, z której można przypuścić atak na dolne ograniczenie konsolidacji. Gdyby kursowi udało się przebić poniżej tej bariery, wówczas zawędrowalibyśmy w rejony widziane ostatni raz w latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia. Bardzo realny byłby tutaj poziom 1,25. Z kolei w momencie, w którym funt postanowiłby ruszyć z kontratakiem i udałoby mu się przebić ponad poziom 1,32, wówczas otworzyłaby mu się droga w stronę górnego ograniczenia naszej konsolidacji. Tam też powinna stoczyć się walka o poziom 1,40.