W tym tygodniu nastąpi IPO spółki Snap, której cena może dosięgnąć górnej granicy widełek. Pojawiają się informacje sugerujące, że liczba zapisów znacząco przewyższa dostępne akcje, co w przypadku tej oferty publicznej może spowodować wystrzał na otwarciu. Dopiero po kilku dniach notowań, cena powinna znaleźć swój faktyczny poziom.

W momencie startu notowań, handel prawdopodobnie będzie nerwowy i tym samym dla niektórych inwestorów skończy się pozytywnie, a dla innych zgoła inaczej.

Aktualne estymacje sugerowałaby wycenę na poziomie 20 - 25 mld USD przy kursie 16 - 18 USD za akcję na amerykańskim rynku. Taka wycena wydaje się być dość wysoką jak na spółkę, która nigdy nie wykazała zysku, a nawet zwiększa swoje straty. Pozytywną i kluczową jak się wydaje informacją jest wzrost liczby użytkowników.

Sama w sobie wycena na poziomie do 25 mld dolarów niewiele konstruktywnego mówi odnośnie sukcesu idei podobnej do Twittera. Firma stanie przed dużym problemem monetyzacji swojej rosnącej bazy użytkowników, gdzie musi być mocno kreatywna.

Snap chciałby aby myślano o nim jako o producencie kamer, tymczasem jedyną kamerą jaką posiadają są bezprzewodowe okulary "Spectacles", które nagrywają 10-30 sekundowe wideo. Pliki następnie są wysyłane do aplikacji na telefonie. Produkt ten kosztuje około 130 dolarów, niestety koszt wytworzenia okularów jest wyższy od ich ceny.

Jako alternatywa dla Go-Pro są mniej uciążliwe oraz dają więcej frajdy, są też ciekawym przykładem jak bezprzewodowe kamery ewoluowały i wciąż ewoluują. Jednak z punktu widzenia inwestora ważniejsze od frajdy z użytkowania jest to, w jakim stopniu produkt ten przyczyni się do zysku firmy.

Firma Snap jest dużo bardziej znana z aplikacji Snapchat i to właśnie z niej należałoby oczekiwać zwiększenia przychodów. Wraz z trzykrotnym zwiększeniem przychodu wygenerowanego z każdego użytkownika w ciągu dnia w czwartym kwartale 2016 roku, przychody z reklam w aplikacji Snapchat z pewnością dynamicznie wzrosły.

Użytkownikami Snapchata z punktu widzenia demograficznego jest grupa wiekowa w przedziale 18-24, czyli zwykle trudna do zdobycia grupa społeczna. Pojawiają się sygnały, że wzrost użytkowników spowalnia na wskutek wprowadzenia ulepszeń aplikacji na wzór Instagrama, który ostatnio wprowadził nową funkcjonalność zwaną "Relacje".

Każdy potencjalny inwestor, patrząc na liczby, będzie musiał wykazać się ogromną wiarą w sukces firmy. Snap opublikował 370 mln dolarów straty w 2015 roku oraz 514 mln dolarów w 2016. I to pomimo ogromnego wzrostu przychodów z poziomu 58,6 mln w 2015 do 404,4 mln dolarów w 2016.

Prawdą jest, że każda innowacja potrafi być kapitałochłonna, ale inwestorzy zwykle chcą widzieć perspektywę zwrotu z ich inwestycji.

Kolejną dużą obawą jest to, że nowi akcjonariusze nie będą mieli prawa głosu w kwestii kierunku rozwoju biznesu. Niektórzy optymistycznie nastawieni inwestorzy sugerują, że Snap może być równie dobrze nowym Facebookiem, jednak z drugiej strony pojawia się widmo efektu podobnego jaki osiągnął Twitter. Bez względu na to, w którą stronę podąży kurs akcji, większość inwestorów chciałby mieć możliwość wypowiedzenia się na temat jakości prowadzenia biznesu i to właśnie brak takiej odpowiedzialności osób decyzyjnych wzbudza największe obawy.

Czas pokaże, ale jedno jest pewne - potrzeba dużo większych przychodów z reklam, aby uzasadnić bieżącą wycenę. Nawet trzykrotny mistrz świata w Formule 1, Lewis Hamilton, który wiemy, że używa aplikacji Snapchat po słynnej konferencji podczas Tokyo Grand Prix w zeszłym roku, kiedy użył zabawnego filtra z króliczkiem, może być zbyt małą zachętą w przypadku tej oferty publicznej. Wyceny są ekstremalnie wysokie, akcje nowych akcjonariuszy pozbawione są prawa głosu, a perspektywa zysków wydaje się być bardzo odległa.

Byłbym bardziej skłonny do postawienia trochę pieniędzy na outsidera rankingowego podczas wyścigu konnego Grand National, szanse na wygraną prawdopodobnie byłby większe.